Czy mają wspólnego: dobrze postawiony cel, zupa z ciecierzycy i zdrowe życie?
To, co można uznać za ciężkostrawne w niektórych książkach psychologicznych to stosunek teorii do praktyki. Jeśli weźmiesz do ręki książkę o motywacji dowiesz się z niej różnych ciekawych rzeczy. Na przykład to, że każde zachowanie ma swoją przyczynę. Niewątpliwie poznasz też różne podejścia do motywacji. A także wyniki badań naukowych, prowadzonych głównie na szczurach. Może się okazać, że szczury i studenci psychologii wnieśli duży wkład w jej rozwój. No i jeszcze psy. Szczególnie znane są te Pawłowa.
Tak, zgadłeś/aś jestem trochę zła i rozgoryczona. Może dlatego, że wolałabym więcej praktycznych przykładów?
Z kolei poradniki motywacyjne w stylu obudź w sobie demona motywacji, zazwyczaj podają gotowe recepty. Wszystkich traktują tak, jakby byli z jednej sztancy. Kiedy je czytam, tworzy mi się obraz gotowych tekturowych postaci, z miejscem na włożenie głowy. Wsadzasz głowę i zdjęcie gotowe.
W poradnikach radzą Ci zrób tak a tak i „będziesz Pan zadowolony”.
W końcu, zawsze wychodzi na to, że trzeba spróbować na własnej skórze. Może dlatego tak lubię naukę przez praktykę. Wierzę jej, bo jest namacalna, jak siniaki na nogach, gdy się uczysz pierwszy raz jeździć na rowerze. Nie jest przyjemnie, ale przynajmniej wiesz, co działa.
Żeby wszystko było jasne: uwielbiam książki, uwielbiam czytać. Jestem wytrwała, potrafię głęboko kopać. Dlatego na koniec dnia ( jak mawiają w korporacjach, w których chmura zamyka się o 20-tej) znajduję wreszcie coś, co mnie interesuje.
Tak było i w przypadku Teorii celów (Lochhe, Latham 1990).
Według tej teorii cel wytwarza napięcie, a ludzie dążą do osiągnięcia celu, by to napięcie usunąć. To ciekawe, tak bym o tym nie pomyślała, że sami sobie fundujemy napięcie (w postaci celu), żeby później je niwelować.
Bardziej motywują cele bliskie czy dalekie?
Według niektórych psychologów np. Bandury podstawowym warunkiem utrzymywania motywacji na wysokim poziomie jest informacja zwrotna. Motywacja pozostaje najsilniejsza, gdy mamy jasno wyznaczone cele i otrzymujemy informację zwrotną.
Słowem, przenosząc teorię na praktykę i na grunt codzienny: dobrze byłoby, żeby mój maż chwalił mnie, gdy zrobię zupę bo to naprawdę motywuje. Potwierdzone klinicznie. Hawk!
Najlepiej też będzie, jeśli sama wyznaczę sobie ten cel (gotowanie zupy), bo wtedy będę najsilniej zmotywowana.
No, ale to nie wszystko. Dobrze byłoby, żeby cel nie był zbyt łatwy. Łatwe nie motywują tak dobrze jak trudne. Jeśli więc chcę być zmotywowana, powinnam dać spokój ze zwykłą pomidorową i zrobić jakąś wyszukaną zupę, np. z ciecierzycy i szpinaku albo rybną. Tym bardziej, że nigdy jej nie robiłam.
Oczywiście wszystkie te kulinarne akrobacje powinny służyć jakiemuś większemu celowi, może być nim wprowadzenie zdrowego menu w moim domu i dłuższe życie.
Jeśli wyznaczymy cel krótkoterminowy (jednorazowy strzał: zupa z ciecierzycy), bez wyraźnego celu odległego, możemy być skłonni do zmiany kierunku działania. ( A co tam, przecież nie musi być wszystko takie zdrowe, mówimy stawiając na kuchennym stole gołąbki w słoiku, zakupione w znanym dyskoncie)
Według badaczy jeśli wyznaczymy cel odległy, bez określenia celów bliskich i pośrednich, skończy się to bezczynnością. Więc lepiej wymyślić jadłospis na cały tydzień i trzymać się go.
Czasami zdarza się, że cele bliskie nie sprawiają nam jakiejś wielkiej radości (po prostu musimy je wykonać) żeby osiągnąć cel końcowy.
Cele pośrednie są niewyczerpanym źródłem motywacji, przystankiem satysfakcji w drodze do celu nadrzędnego.
Co by było celem pośrednim w naszym przypadku? Wizyta u lekarza i sprawdzenie wyników badań? A może spadek wagi? Ładniejsza cera?
Jeśli o tym pomyśleć, naprawdę motywuje.
No i gotowe! Mamy to! Przepis na osiągnięcie celu
Ale nie…
Mogę się w tym wszystkim (jak podpowiada Bandura) potknąć o poczucie własnej skuteczności.
Co to takiego?
„Przekonanie, że się potrafi podjąć skuteczne działanie niezbędne do wywołania pożądanego skutku”.
Jeśli odpowiem sobie z całą stanowczością: tak, jestem w stanie podjąć skuteczne działania, które doprowadzą mnie do ugotowania zupy z ciecierzycy i co za tym idzie zmiany menu w mojej kuchni na zdrowe – to tak, zielone światło i droga do realizacji celu stoi przede mną otworem.
Wiecie jest jeszcze kilka ważnych rzeczy związanych z motywacją i celami, ale przez to pisanie odczułam głęboką potrzebę pójścia do kuchni i sprawdzenia, czy naprawdę umiałabym ugotować zupę z ciecierzycy.
Oby nie była za słona